" Obejmowałeś mnie, a ja czułam coś, czego opisać nie potrafię.. "
Mijają dziś dokładnie 3 miesiące. 3 miesiące, od kiedy się znamy. Do dziś pamiętam każdy najmniejszy detal związany z Twoją osobą. Pamiętam, jak oboje nieśmiało spoglądaliśmy w swoją stronę kiedy siedzieliśmy na śniadaniu czy obiedzie, a jak się na tym łapaliśmy, speszeni chowaliśmy wzrok. Pamiętam jak " robiliście salta do basenu ", żeby zwrócić naszą uwagę, albo się o nas kłóciliście. W końcu po " jednym na odwagę " zagadałeś z zielonego balkonu, a ja wleciałam do pokoju z piskiem skacząc z radości. Poniedziałek, 8.07, między godziną 21-22. Tamtej nocy niebo wydawało się nie mieć żadnej skazy. Siedziałam na mokrym piasku trzymając w objęciach mężczyznę swojego życia. W powietrzu szczęście tańczyło z miłością, a ja miałam ochotę krzyczeć, że życie jest piękne. Potem zasypiałam z niesamowitym spokojem i przepiękną świadomością, że gdy się obudzę, Ty nadal będziesz obok. Kilka dni spędzonych z razem, a diametralnie zmieniły to, co czułam, co myślałam, co robiłam. Popatrz tylko jak wiele przypadków i zbiegów okoliczności musiało zaistnieć, żeby doprowadzić do naszego spotkania. Jak to się dzieje, że spotykamy się w pewnym miejscu, w odpowiednim czasie i zaczyna się dziać coś niesamowitego, coś co pociąga za sobą kolejne zdarzenia. Czasami się zastanawiam jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym Cię nie poznała. Ale poznałam i jestem cholerną szczęściarą. Poznałam i cholernie przywiązałam, bo przecież tak łatwo mi to przychodzi. Nie przeczę, jest w chuj ciężko i często mam chwile zwątpienia. Ale chcę to przetrwać. Chcę przetrwać te już 9 miesięcy, bo pomimo tego jak wiele pustych i beznadziejnych dni mnie jeszcze czeka, w których wciąż będzie się pojawiać Twoja twarz, to nie zrezygnuję. Nie mogę wykreślić Cię ze swojego życia, zbyt wiele mamy ze sobą wspólnego. I nie powiem też " jesteś w moim życiu zbędny ", bo nie jesteś. W gruncie rzeczy nikogo nie potrzebuję bardziej niż Ciebie. Cierpliwie czekam. Wtedy znowu moje usta będą się uśmiechały, znowu zrobi mi się cieplej. Może trochę zwariowałam. Nie przeczę, ale chyba mi zależy. Już nawet nie chyba, a na pewno.. Co było potem? Potem nadszedł dzień, który coś zamknął, z kimś trzeba było się rozstać, coś trzeba było opuścić. I choć serce krzyczeć kazało - milczeć trzeba było." Do zobaczenia ", szepnąłeś mi na ucho. - Do zobaczenia. Zawołałam za Tobą, a Ty się odwróciłeś i po prostu zwyczajnie się uśmiechnąłeś. Tak zwyczajnie dla Ciebie. Dla mnie - żyłam tym uśmiechem, do następnego dnia, do jutra, do wczoraj. Żyję nim do dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz